Cześć dziewczyny i kilku chłopaków! Dziś obiecany żurek. Na wstępie pragnę zaznaczyć czerwonym długopisem jedną osobistyczną rzecz! Żurek to takie danie przez które połowa Polski jest na siebie obrażona, druga połowa zwyzywa się wzajemnie od kulinarnych tumoków a trzecia połowa coś innego. Wszystko dlatego, że żyjemy w kraju, który jest podzielony kulinarnie. Nasza Ojczyzna ma bardzo bogatą historię i po prostu z szacunku do niej zacznijmy do jasnej cholery cieszyć się kuchnią. Chodzi mnie o to, że żurek srurek robi się inaczej u KBW na wsi a inaczej u pani Krystyny w Poznaniu. I tak było, jest i będzie.
Dlaczego zagęszczam żurek również jajkiem? Bo mnie mama tak nauczyła 🙂 W domu jemy go z jajkiem na twardo, jakąś kumbasą zwyczajną, ścieramy troszkę chrzanu na niego i tyle. Mój tato uwielbia z zaparzonymi ziemniakami, lekko ubitymi. Jeszcze indziej zjada się go z zaparzoną białą kiełbasą. Gdzieś tam jeszcze z okrasą z boczkiem i cebulą. No słuchajcie ile ludzi tyle żurków.
[Wszystkie gary, które sobie teraz sprawdzam, testuje i gotuje to Berretti. Można se je drapnąć na allegro i poczytać na www.berretti.pl ]
No to tyle pierdolollo.